22.12.2014

Marek Lisowski - ofiara nieludzkiego sądu

- Uważam, że wyłączona była tu świadomość czy wolna wola tego człowieka - powiedział w trakcie programu sędzia Maciej Mitera. 

 

W programie wróciliśmy do sprawy Marka Lisowskiego - całkowicie sparaliżowanego mężczyzny, który został oskarżony o szefowanie grupie przestępczej. Mężczyzna na przesłuchanie do sądu został przywieziony na specjalistycznych noszach, ale gdy przywieziono go na miejsce okazało się, że nie mieszczą się one w windzie. Wtedy Lisowskiego przerzucono na zwykłą płachtę materiałowo i tak przetransportowano. 

 

- Miał takie momenty kiedy po prostu cały nieruchomiał. Parę razy prawie spadł z łózką, na którym go przetransportowano - mówi mec. Aleksandra Kwietniowska.

 

Według obrońcy Lisowskiego zachowanie sędziego, które miało miejsce tego dnia rażąco naruszyło jego godność oraz godność urzędu sędziowskiego. Sędzia miał bowiem domagać się aby sprawa odbyła się we wcześniej wyznaczonej sali, która znajdowała się na drugim piętrze, na co nie zgodził się ratownik medyczny i obrońca Lisowskiego. 

 

- Były trudności z dostarczeniem Pana Marka na salę rozpraw sądu, z tego powodu, że jest osobą leżącą z czterokończynowym porażeniem, a sprawa miała się odbyć na drugim piętrze - mówi Ryszard Belica, pielęgniarz. 

 

W trakcie rozprawy obrońca Lisowskiego w związku z jego trudnym stanem wniósł o odroczenie postępowania. Do wniosku przychylił się nawet prokurator, ale sąd po naradzie nie zdecydował się przesunąć sprawy.

 

- Z tego co wiem to sprawa tego dnia się odbyła. Zatem wniosek o przerwanie rozprawy nie został uwzględniony - mówi sędzia Agnieszka Połyniak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Świdnicy. 

 

W studiu sprawę komentowali m.in. Maciej Mitera (sędzia), Piotr Pawłowski (stowarzyszenie Integracja), a także Aleksander Hepner (ratownik medyczny).

 

- Uważam, że wyłączona była tu świadomość czy wolna wola tego człowieka - powiedział w trakcie programu sędzia Maciej Mitera. 

 

W drugiej części programu pochyliliśmy się nad historią Kazimierza Skrzesińskiego, który w 1998 roku kupił małą firmę produkującą ramy do fotografii i obrazów. Mężczyzna spłacił ustaloną w akcie notarialnym kwotę, na co do dziś posiada stosowne dokumenty. Niestety po śmierci wierzycielki, jej dzieci zażądały po raz kolejny spłaty prawie 60 tys. zł. Skrzesiński skierował sprawę do sądu, który w 2004 roku przyznał mu rację i anulował nadaną klauzulę wykonalności.

 

To nie zakończyło jednak zmagań mężczyzny, który w 2014 roku dowiedział się, że komornik zajął mu emeryturę na poczet tej samej wierzytelności. Okazało się, że sąd na posiedzeniu niejawnym nadał klauzulę na już podnoszoną wierzytelność. Skrzesiński pomimo informowania sądu o posiadaniu pokwitowań na spłatę długu do dziś ma zajętą emeryturę.

 

Reportaż Małgorzaty Cecherz

 

                  
Telefon

PWP

Strona www.panstwowpanstwie.polsat.pl wykorzystuje pliki cookies (pol.:ciasteczka)

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies (pol.: ciasteczka). Korzystając ze stron internetowych Telewizji Polsat wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania zawartości naszych serwisów. Polityka cookies

Zamknij