16.12.2014

Nowe dowody w sprawie Piotra Mikołajczyka

- Te informacje, które ten pan przekazał to są informacje, które układają to w logiczną całość - mówiła w programie Marta Mielczarek, siostra skazanego. 

 

W programie wracamy do brutalnego morderstwa dwóch kobiet w miejscowości Tłokinia Wielka. Zostały zabite siekierą, ich zmasakrowane ciała znaleziono w domu. O to brutalne morderstwo został oskarżony brat Pani Marty, a następnie skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Po emisji programu, w którym pokazaliśmy tę historię zgłosił się do naszej redakcji ten mężczyzna, który chce zachować anonimowość, ale podaje informacje, które mogą odpowiedzieć na pytanie jak było naprawdę w tej sprawie. 

 

Przypomnijmy, że ofiarami morderstwa były 80-letnia matka i jej 44-letnia córka. Śledczy prowadzący sprawę przez 9 miesięcy nie mogli wytypować sprawcy. Nagle po uzyskaniu anonimowej informacji, że mógł to być Piotr Mikołajczyk, aresztowali mężczyznę. Zdaniem rodziny chłopak ze względu na swoje upośledzenie (ma iloraz inteligencji 62, czyli dawny debilizm) był ze strony organów ścigania pójściem na łatwiznę. 

 

- Policja nie miała nic. Ani żadnego podejrzanego, ani dowodu. Więc złapali sobie dosłownie i w przenośni głupka - mówi Marta Mielczarek, kuzynka Mikołajczyka. 

 

Na miejscu zdarzenia zabezpieczono szereg śladów, ale żaden z nich nie dotyczył Mikołaczyka. Śledczy nie znaleźli także narzędzia zbrodni, którym miał posługiwać się zabójca.

 

- Faktem jest, że ślady, które są zabezpieczone na miejscu zdarzenia nie wskazują na ich związek z oskarżonym - mówi prokurator Janusz Walczak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. 


Jedynym dowodem świadczącym o winie upośledzonego mężczyzny było samooskarżenie. Jak mówi rodzina mężczyzny chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, że został skazany. 

 

- On nawet sobie nie zdawał sprawy, że zapadł 5 kwietnia wyrok, który skazywał go na dożywocie - mówi Marta Mielczarek, kuzynka Mikołajczyka. 

 

3 listopada 2010 roku w Tłokini Wielkiej znaleziono 2 martwe kobiety. Ofiarami były 80-letnia matka i jej 44-letnia córka. 

 

- Weszłam do domu i zobaczyłam najpierw babcię, która leży we krwi, a potem zauważyłam mamę - mówi córka jednej z kobiet. 

 

Śledczy prowadzący sprawę przez 9 miesięcy nie mogli wytypować sprawcy. Nagle po uzyskaniu anonimowej informacji, że mógł to być Piotr Mikołajczyk, aresztowali mężczyznę. Zdaniem rodziny chłopak ze względu na swoje upośledzenie (ma iloraz inteligencji 62, czyli dawny debilizm) był ze strony organów ścigania pójściem na łatwiznę. 

 

- Policja nie miała nic. Ani żadnego podejrzanego, ani dowodu. Więc złapali sobie dosłownie i w przenośni głupka - mówi Marta Mielczarek, kuzynka Mikołajczyka. 

 

Na miejscu zdarzenia zabezpieczono szereg śladów, ale żaden z nich nie dotyczył Mikołaczyka. Śledczy nie znaleźli także narzędzia zbrodni, którym miał posługiwać się zabójca.

 

- Faktem jest, że ślady, które są zabezpieczone na miejscu zdarzenia nie wskazują na ich związek z oskarżonym - mówi prokurator Janusz Walczak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. 


Jedynym dowodem świadczącym o winie upośledzonego mężczyzny było samooskarżenie. Jak mówi rodzina mężczyzny chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, że został skazany. 

 

- On nawet sobie nie zdawał sprawy, że zapadł 5 kwietnia wyrok, który skazywał go na dożywocie - mówi Marta Mielczarek, kuzynka Mikołajczyka. 

 

W studiu sprawę komentowali m.in. Marta Mielczarek (siostra skazanego), Piotr Kosmaty (rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie) i Lidia Staroń (sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka). 

 

- Jeżeli ten Pan chce pomóc człowiekowi, który niewinnie jego zdaniem siedzi nie ma prostszej drogi, proszę się zgłosić na policję czy do prokuratury i ja zapewniam, że będzie ten pan do końca życia anonimowy - mówił w studiu prokurator Piotr Kosmaty, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

 

W drugiej części programu wróciliśmy do sprawy Zbigniewa Góry, który w końcu uzyskał odszkodowanie za niesłuszny areszt. Sąd Okręgowy w Lublinie przyznał mężczyźnie łącznie 323 tys. zł tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia.

 

Reportaż Małgorzaty Cecherz

                  
Telefon

PWP

Strona www.panstwowpanstwie.polsat.pl wykorzystuje pliki cookies (pol.:ciasteczka)

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies (pol.: ciasteczka). Korzystając ze stron internetowych Telewizji Polsat wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania zawartości naszych serwisów. Polityka cookies

Zamknij