16.06.2015

Stanisław i Józef Sikorscy - bankruci z winy urzędników

- Burmistrz powiedział, że dla dobra rodziny można poświęcić dwie rodziny - mówił w programie Józef Sikorski, który czuje się oszukany przez urzędników. 

 

W programie pokazaliśmy w jaką pułapkę mogą nas wpędzić urzędnicy, którzy wydając oficjalną decyzję czy postanowienie, popełniają przy okazji  fatalne błędy. 

 

- Zatrudnialiśmy 67 osób, wszystkie osoby pracowały na osobę stałą, a docelowo miało pracować ponad 150 osób - wspomina Józef Sikorski, który przez błąd urzędnika stracił majątek życia.

 

Stanisław i Józef Sikorscy z Leśnej na początku lat 90. postanowili wybudować zakład ślusarski. Starszy z braci - Stanisław, specjalnie w tym celu kupił od gminy Leśna działkę, na której miała powstać inwestycja. Przedsiębiorcy otrzymali z ówczesnego urzędu rejonowego w Lubaniu pozwolenie na budowę fabryki. W czasie kontroli w 1992 roku okazało się, że zakład (wybudowany już w znacznej części) nie może powstać w tamtym miejscu. Kontrola uznała budynek jako bezprawnie stojący na terenie zalewowym. 

 

- Burmistrz jako burmistrz sprzedał nam tą działkę, a ten sam burmistrz jako przewodniczący komitetu przeciwpowodziowego poddał pod wątpliwość swoje decyzje - mówi Stanisław Sikorski. 

 

Bracia Sikorscy skierowali sprawę do sądu cywilnego. W pierwszej instancji sprawę przegrali, ponieważ sąd uznał argumenty gminy, która twierdziła, że mogli oni próbować zalegalizować obiekt. Do drugiej instancji sprawa nie trafiła, ponieważ mecenas reprezentujący braci nie zapłacił 30 złotych opłaty za wniesienie apelacji.

 

- Nie zgadzam się z tezą, która mówi, że z błędu urzędników wynikły błędy finansowe panów Sikorskich. Wynikło to z czystego moim zdaniem przeinwestowania - mówi Mirosław Markiewicz, burmistrz Leśnej. 

 

Inwestorzy do dzisiaj nie zgadzają się z decyzją sądu. Jak twierdzą, sądy administracyjne uznały decyzję lokalizacyjną wydaną przez urzędników jako rażąco łamiącą prawo, wycofując ją jednocześnie z obrotu prawnego. Ich zdziwienie budzi więc decyzja sądu cywilnego, który przyznał rację urzędnikom. Sprawą zajmowała się również Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która także przyznała rację Sikorskim.

 

- Decyzja, którą w 2005 roku podjął ówczesny wojewoda dolnośląski wskazuje na to, że urzędnicy, którzy wydawali tę pierwotną decyzję niestety popełnili błąd - przyznaje Marta Libner, rzecznik prasowy Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu. 

 

Bracia Sikorscy domagają się teraz odszkodowania i wykupu działki przez gminę.  W tym celu została nawet przygotowana wstępna wycena nieruchomości, ale rozmowy na temat wykupu utknęły w martwym punkcie. Pozostaje także kwestia odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje, które stały się przyczyną bankructwa firmy. 

 

- Mam żal do tych naszych władz, że nie potrafią przyznać się do tych błędów. Błąd można popełnić, ale dlaczego my za czyjś błąd my musimy cierpieć  - żali się Sikorski. 

 

W studiu problem komentowali między innymi Mariola Berdysz (Fundacja Wszechnica Budowlana) i mec. Marek Markiewicz.

 

- Burmistrz powiedział, że dla dobra rodziny można poświęcić dwie rodziny - mówił w programie Józef Sikorski.

 

W drugiej części programu wróciliśmy do sprawy świadka koronnego Macieja B. ps. "Gruby". Mężczyzna pomówił wielu przedsiębiorców, którzy do dziś walczą o swoją niewinność. Części z nich dopiero po kilkunastu latach procesu udało się udowodnić swoją niewinność. 

 

Reportaż Agnieszki Zalewskiej

                  
Telefon

PWP

Strona www.panstwowpanstwie.polsat.pl wykorzystuje pliki cookies (pol.:ciasteczka)

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies (pol.: ciasteczka). Korzystając ze stron internetowych Telewizji Polsat wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania zawartości naszych serwisów. Polityka cookies

Zamknij