24.11.2017

„Ani domku, ani pieniędzy”

Prawie pół setki wyroków na koncie, ale bez przeszkód wciąż mógł robić to, co wcześniej. Skazywanego wielokrotnie za przestępstwa gospodarcze mężczyznę, sąd wypuszcza na wolność. Tomasz M. podpisuje nowe umowy i przyjmuje od klientów zaliczki. Jak to możliwe? Osób, które twierdzą, że zostały oszukane przez przedsiębiorcę są w całym kraju dziesiątki. Sąd, zakaz działalności wydał dopiero w zeszłym roku, choć mógł to zrobić już siedem lat temu.

 

Firma Tomasza M. miała Annie Warchoł postawić na działce domek letniskowy.

 

- Podpisaliśmy umowę, wpłaciłam zaliczkę. Po kilku dniach Tomasz M. przyjechał i wylał fundament - opowiada pani Anna.

 

Domek jednak nigdy nie powstał. Kobieta wygrała z mężczyzną w sądzie. Musi jej zwrócić ponad siedem tysięcy złotych, ale komornik nie może nic z niego ściągnąć.

 

- Tomasz M. powiedział mi wyraźnie, że on zwraca pieniądze tylko tym osobom, którym on chce zwrócić. Nie postawił mi domku. Nie zwrócił mi pieniędzy - opowiada pani Anna.

 

Podobnie współpracę z Tomaszem M. wspomina pani Beata (imię zmienione). Firma Tomasza M. miała jej postawić murowany dom.

 

- Współpraca zaczęła się wręcz idealnie. Spadł nam, jak z nieba - opowiada kobieta.

 

Do inwestycji jednak nie doszło.

 

Takich historii z całej Polski jest dużo więcej. Dziesiątki osób, które twierdzą, że zostały poszkodowane przez pana Tomasza M., zgłaszają się do mediów i do biura senatorskiego Lidii Staroń.

 

Tych osób mogłoby by nie być, gdyby wcześniej wymiar sprawiedliwości działał tak, jak powinien. Już siedem lat temu można było tę sprawę zakończyć. Właśnie wtedy Tomasz M. został skazany. Połączono mu prawie pół setki (!!) wyroków (głównie za oszustwa) w jeden.

W więzieniu powinien siedzieć do 2042 roku.

 

Dlaczego był więc na wolności i prowadził działalność podpisując umowy między innymi z panią Anną i Beatą? Bo sąd wypuścił Tomasza M. na wolność z powodu złego stanu zdrowia Przerwę w karze przedłużał potem… 10 razy.

 

- Jeśli ktoś jest karany za przestępstwa na tle gospodarczym i w dalszym ciągu może sobie otworzyć działalność i świadczyć takie usługi i nikt na to nie reaguje, to znaczy, że tu coś jest nie tak - mówi pani Beata. - Ze strony wymiaru sprawiedliwości nie widzimy żadnego wsparcia - dodaje.

 

Prokuratura, mimo sygnałów, że znów mężczyzna może oszukiwać, nie złożyła wniosku o to, by Tomasz M., wrócił za kraty.

 

Lokalna dziennikarka przypomina sobie rozmowę z jednym z prokuratorów o Tomaszu M.

 

- Wiedziałam, że prokurator zna go od dawna. Wiedział, co to za człowiek. Podkreślał, że on ma taki styl życia.

 

Dopiero rok temu, sąd wydał mężczyźnie zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z branżą budowlaną. Mimo tego, Tomasz M. podpisał umowę z panią Anną.

 

Więcej już najbliższą w niedzielę o 19:30 w reportażu Jana Kunerta.

 

W drugiej części programu wrócimy do sprawy Wiesława Juszczaka. Urzędnicy, choć pierwotnie zgodzili się, żeby otworzył salę weselną, potem się z tego wycofali i kazali mu ją rozebrać. Co się zmieniło po emisji naszego programu?

 

Telefon

Informacja o przetwarzanych danych osobowych

PWP

Strona www.panstwowpanstwie.polsat.pl wykorzystuje pliki cookies (pol.:ciasteczka)

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies (pol.: ciasteczka). Korzystając ze stron internetowych Telewizji Polsat wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania zawartości naszych serwisów. Polityka cookies

Zamknij