19.04.2018

Bezkarność policji?

Policjanci najpierw go pobili, potem skuli kajdankami, wrzucili do radiowozu, spryskali gazem i zamknęli auto. Sąd stwierdził, że są winni, ale nie należy im się za to żadna kara.


3 września 2013 roku Marcin Woźniak wyszedł ze znajomymi, aby zjeść kolację w centrum Warszawy. Nie dotarli jednak do restauracji, ponieważ zatrzymał ich patrol policji.


- Naszą drogę zatarasował radiowóz. Wyszło z niego dwóch umundurowanych policjantów i bez podania przyczyny i podstawy prawnej przeszli do czynności. Byli opryskliwi i agresywni – relacjonuje Marcin Woźniak.


Pomiędzy policją, a mężczyznami doszło do wymiany zdań. W pewnym momencie funkcjonariusze przeszli do rękoczynów.


- Kolega upadł na ziemie, tam został jeszcze kopnięty kolanem, zostały mu założone kajdanki. Został siłą wepchnięty do radiowozu, również przy użyciu kolana – opowiada kolega obecny podczas zatrzymania.


Marcin Woźniak został przewieziony do komisariatu. Tam przed budynkiem doszło do kolejnego ataku funkcjonariuszy. Do zamkniętego, z mężczyzną w środku, radiowozu wpuszczono gaz łzawiący.


- Psiknął mi w twarz i zamknął drzwi, tak, że nie mogłem oddychać. Jak byłem w tym radiowozie, to każda próba nabrania powietrza wyglądała tak, jakbym miał gorący nóż połknąć – opowiada Woźniak.


Sprawa znalazła swój finał w sądzie. Funkcjonariusze zostali uznani za winnych, ale sąd zadecydował, że nie zostaną ukarani. Takie zachowanie policjantów sąd uznał za nieszkodliwe społecznie.


- Sąd uznał, że oskarżeni funkcjonariusze policji dopuścili się zarzucanych im czynów, jednocześnie jednak uznał, że stopień winy i społecznej szkodliwości tych czynów nie są znaczne i uzasadniają warunkowe umorzenie postępowania – tłumaczy Prezes Sądu Rejonowego Warszawa Wola Sebastian Ładoś.


Jednym z argumentów za takim rozstrzygnięciem miało być agresywne zachowanie Marcina Woźniaka w stosunku do policjantów. Problem w tym, że w tej sprawie toczyło się osobne postępowanie w którym Woźniak został uznany za niewinnego. Sąd jasno stwierdził, że Marcin Woźniak nie był agresywny.


- Policjanci nie odwołali się od tego wyroku, jest on prawomocny, dlatego należy domniemywać, że nic takiego nie miało miejsca – mówi mecenas.


To nie wszystko – policjanci pozwali pana Marcina o to, że w trakcie tej sytuacji uszkodził radiowóz. Sąd nakazał poszkodowanemu zapłacić.


Byłem przypierany siłą przez czterech policjantów do tego radiowozu. Być może wtedy jakiś element tego auta został wgnieciony – opowiada bohater.


Policjantów nie spotkały żadne konsekwencje dyscyplinarne. Jeden jest już na emeryturze, drugi wciąż pracuje na warszawskich ulicach. Dlaczego? – zapytamy o to w studiu przedstawiciela policji.

 

Reportaż Agnieszki Zalewskiej już w najbliższą niedzielę o 19:30.


W drugiej części wrócimy do głośnej sprawy Krystiana W. „Krystka”. Sprawdzimy, jakie decyzje w jego sprawie podjął sąd.

Telefon

Informacja o przetwarzanych danych osobowych

PWP

Strona www.panstwowpanstwie.polsat.pl wykorzystuje pliki cookies (pol.:ciasteczka)

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies (pol.: ciasteczka). Korzystając ze stron internetowych Telewizji Polsat wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania zawartości naszych serwisów. Polityka cookies

Zamknij