12.01.2018

Co mogą urzędnicy na mojej ziemi?

Gdyńscy urzędnicy na działkach pana Mirosława czują się jak u siebie. Wydali decyzje na podstawie których miejscowe Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji wybudowało na tej ziemi wodociąg. Urzędnicy przegrali z kretesem w sądzie, bo ich decyzje były nielegalne. I co? I nic. PEWIK nie chce opuścić ziemi, a miasto wypłacić odszkodowania – według urzędników nie należy się ono panu Mirosławowi. - To zwykła kradzież! - nie kryje oburzenia mężczyzna.

 

Mirosław Bernatowicz jest mechanikiem samochodowym. Pracuje w Gdyni. Ponad dwadzieścia lat temu postanowił kupić działki, żeby rozwinąć działalność. Był rozsądny, bo przed transakcją poprosił wcześniejszych właścicieli o zaświadczenie, że na działkach, które chce kupić, będzie mógł prowadzić swój interes. Otrzymał od nich wystawioną przez urząd koncepcje zagospodarowania przestrzennego, z której wynikało, że na tej ziemi możliwa będzie taka inwestycja.

 

Jednak wkrótce zmienił się miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, czyli podstawowy dokument w gminie, który określa gdzie i co można budować. Okazało się, że urzędnicy na nowo kupionej ziemi pana Mirosława, zaplanowali… węzeł komunikacyjny! Przedsiębiorca był w szoku! Trzy lata później, przyszła do niego ekipa, która chciała położyć wodociąg na… jego ziemi!

 

„To zwykła kradzież!”

 

Pan Mirosław nie wyraził na nic zgody. Zaskarżył do sądu decyzję o położeniu rur jak i decyzję o tymczasowym zajęciu jego działki.

 

Jednak nie zrażeni niczym robotnicy prowadzili prace budowlane. Rozkopywali działkę pana Mirosława. Wszystko wbrew przepisom. Sędziowie jeszcze nie zdążyli wydać wyroków, a już inwestycja została skończona.

 

- Dla mnie to jest zwykła bandyterka. Zwykła kradzież! - nie kryje oburzenia pan Mirosław.

 

W 2006 roku zapadły dwa wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i w obu sąd przyznał rację mężczyźnie. Stwierdził, że decyzje o zajęciu działki i o wybudowaniu wodociągu, były nielegalne. Zdaniem sądu, czym prędzej robotnicy powinni opuścić działkę przedsiębiorcy. Nie musieli tego robić, bo inwestycja została zakończona dwa lata wcześniej. Urzędnicy nie odwołali się od niekorzystnych dla nich wyroków. I co? I nic. Właściwie nic się nie zmieniło.

 

- Urzędnicy chyba czują się szczęśliwi. Miasto nie poniosło żadnych kosztów, a korzysta sobie z terenu za darmo - oburza się mężczyzna. - A ja tam nic nie mogę zbudować, bo przecież pod ziemią biegnie wodociąg – dodaje Bernatowicz. - Sprzedający ziemię panu Bernatowiczowi wiedzieli, że na tym terenie nic nie będzie można nowego zbudować. Plan z 2000 roku potwierdził to” – mówi Andrzej Ryński, naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami i geodezji w Gdyni. Dodaje również, że Mirosław Bernatowicz z ziemi może korzystać, gdyż wodociąg zajmuje tylko jej niewielki fragment.

 

„Nie, bo nie”

 

Pan Mirosław rozpoczął walkę z miastem o pieniądze za swoje działki. Jednak przed sądem przedstawiciel miasta powiedział, że miasto nie podpisze z nim żadnej ugody. Gdy sąd zapytał, z jakiego powodu, to usłyszał: „bo nie i nie muszę się z tego tłumaczyć.”

 

Więcej już w najbliższą niedzielę o 19:30 w reportażu Agnieszki Zalewskiej.

 

W drugiej części programu wrócimy do sprawy Ewy Kołodziejczyk. Eksmisja groziła jej i czworgu dzieci. Ciężko zachorowała i przestała spłacać bankowy kredyt. Miała pieniądze na jego spłatę, ale aż przez półtora roku sąd trzymał je w sądowym depozycie. Po naszym programie, sąd przekazał Pani Ewie wszystkie pieniądze, które kobieta wpłaciła od razu bankowi. Powiemy, czy i jakie kary nałożyło Ministerstwo Sprawiedliwości na sąd i komorniczkę.

Telefon

Informacja o przetwarzanych danych osobowych

PWP

Strona www.panstwowpanstwie.polsat.pl wykorzystuje pliki cookies (pol.:ciasteczka)

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies (pol.: ciasteczka). Korzystając ze stron internetowych Telewizji Polsat wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania zawartości naszych serwisów. Polityka cookies

Zamknij