16.06.2017

Grunt to lokal

Zainwestowali wszystkie swoje pieniądze w osiedlowy pub. Potem przekazali go córce, żeby otworzyła tam przedszkole. Nagle okazało się, że zamki są zmienione, a lokal został sprzedany przez komornika i ma zupełnie innego właściciela. Jak to możliwe? Czy winny jest komornik, a może bałagan w spółdzielni? A może sąd? Państwo Kamińscy stracili wszystko, a winnych jak zwykle trudno ustalić.

 

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Nadarzyńska Spółdzielnia Mieszkaniowa za pieniądze inwestorów, czyli swoich lokatorów, wybudowała szeregowiec. Składał się z jedenastu lokali. Państwo Kamińscy wpłacili cały wkład budowlany - ponad 200 tys. zł i otrzymali spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu użytkowego. Na własny koszt zrobili remont, wymienili instalacje itp. Kosztowało to ich dodatkowe 120 tys. zł. Prowadzili tam osiedlowy pub. Nic nie zwiastowało kłopotów.

 

W 2010 roku państwo Kamińscy przekazali prawo do lokalu swojej córce. Chciała tam założyć przedszkole.

 

Zrobiła uprawnienia. Myśleliśmy, że jest to świetny pomysł - mówią.

 

Pewnego dnia okazało się, że zamki w lokalu są zmienione, a cała nieruchomość ma już nowego właściciela.

 

- Wezwałam policję, bo nie mogłam dostać się do swojego lokalu. Okazało się, że jest jeszcze jakiś pan, który ma akt własności na mój lokal - opowiada córka państwa Kamińskich.

 

 

Lokal została zlicytowany przez komornika, ponieważ spółdzielnia miała długi. Jednak rzeczoznawca wyraźnie zastrzegł, że wyodrębniony lokal nie może być przez komornika sprzedany i powinien być wyłączony z egzekucji całej nieruchomości, należącej do spółdzielni. Czyli komornik mógł sprzedać tylko ziemię pod lokalem. Tymczasem okazało się, że sprzedał też lokal. Kupił to  ledwie 40 tys. zł. mężczyzna, który został właścicielem całej nieruchomości. Tyle, że przecież państwo Kamińscy zapłacili wcześniej za swój lokal ponad 200 tys. zł. i włożyli w niego prawie drugie tyle!

 

- Jest więc dwóch właścicieli. Jak to jest możliwe, jakim cudem? - pytają państwo Kamińscy.

 

Przegrali sprawę w sądzie. Uznał, że państwo Kamińscy nigdy właścicielami nigdy nie byli, bo spółdzielnia dając im lokal popełniła szereg błędów. Na umowie ze strony spółdzielni podpisała się niewłaściwa osoba, a do tego pojawiło się tam jedno słowo, przez które dziś państwo Kamińscy mają kłopoty.

 

Trwa eksmisja. Cała sprawa kosztowała rodzinę zarówno emocjonalnie jak i materialnie. Żeby opłacić prawników i mieć za co żyć, ich córka wyjechała do pracy do Wielkiej Brytanii.

 

Nasza reporterka dotarła do nowego właściciela. Początkowo nie zgodził się na rozmowę i zakazał nam o nim mówić. Potem jednak odezwał się do nas i dostał zaproszenie do studia. Czy przyjdzie?

 

Więcej w reportażu Magdaleny Gębickiej. „Państwo w Państwie” jak zwykle w niedzielę o 19:30.

 

 

W drugiej części programu wrócimy do sprawy braci Kaczmarków. Zostali skazani za morderstwo taksówkarza, pomimo tego, że nie było na to żadnych fizycznych dowodów. Ich sprawę rozpatrywał Sąd Najwyższy. Co zadecydował?

Telefon

PWP

Strona www.panstwowpanstwie.polsat.pl wykorzystuje pliki cookies (pol.:ciasteczka)

Nasz serwis wykorzystuje pliki cookies (pol.: ciasteczka). Korzystając ze stron internetowych Telewizji Polsat wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania zawartości naszych serwisów. Polityka cookies

Zamknij